Inicjator roku UPA z zakazem wjazdu do Schengen, Kraków zawiesza partnerstwo ze Lwowem
Lwowski radny Swiatosław Szeremeta, autor pomysłu ogłoszenia 2027 rokiem UPA i Szuchewycza, trafił do rejestru osób niepożądanych na pięć lat. Kraków chce zawiesić partnerstwo ze Lwowem, a MON dementuje doniesienia o wstrzymaniu pomocy wojskowej.
Spór o uchwałę Lwowskiej Rady Obwodowej, która we wtorek 20 października ogłosiła 2027 rok rokiem Ukraińskiej Powstańczej Armii, jej dowódcy Romana Szuchewycza oraz działacza OUN Ołeha Olżycza, wszedł w nowy etap. W środę polskie władze objęły inicjatora tej uchwały zakazem wjazdu, a reakcje pojawiły się także na poziomie samorządów i w Kijowie.
Zakaz wjazdu do 2031 roku
Szef MSZ Radosław Sikorski poinformował na platformie X, że podpisał wniosek o wpisanie na listę osób niepożądanych radnego obwodu lwowskiego Swiatosława Szeremety. Nazwał go „rekonstruktorem Galizien Waffen-SS” i autorem pomysłu upamiętnienia Szuchewycza, „który wydawał rozkazy wysiedlania i mordowania Polaków”. W kolejnym wpisie dodał, że zakaz obowiązuje „na 5 lat, do całej strefy Schengen”.
Jak podaje RMF24, minister spraw wewnętrznych Marcin Kierwiński przekazał po południu, że decyzja została podjęta. Zakaz wjazdu i pobytu w państwach Schengen ma obowiązywać do 20 października 2031 roku.
Według RMF24 Szeremeta jest radnym z ramienia partii Europejska Solidarność Petra Poroszenki i sekretarzem ukraińskiej międzyresortowej komisji ds. upamiętnień. Uczestniczył w polskich pracach poszukiwawczych i ekshumacyjnych na Ukrainie, a kierowane przez niego przedsiębiorstwo komunalne „Dola” formalnie prowadziło poszukiwania w Ugłach na Wołyniu. Zakaz wjazdu do Polski otrzymał już w 2017 roku.
Sam radny w rozmowie z portalem Zaxid.net uznał reakcję polskich polityków za „dziwną”. Przekonywał, że podobne uchwały podejmowano już wielokrotnie, a decyzja rady „nie była skierowana przeciwko komukolwiek, a tym bardziej przeciwko Polakom czy Polsce”.
Kraków, rząd i prezydent reagują
Prezydent Krakowa Łukasz Gibała, zaprzysiężony we wtorek, ogłosił na sesji Rady Miasta podpisanie zarządzenia o zawieszeniu współpracy partnerskiej ze Lwowem. Radni mieli głosować projekt uchwały w tej sprawie. „Proponuję zawieszenie, nie zerwanie” – podkreślił Gibała, dodając, że relacje z Ukrainą muszą opierać się na prawdzie historycznej.
Premier Donald Tusk ocenił uchwałę jako „niemądrą” i szkodzącą Ukrainie. Zaznaczył, że to nie prezydent Zełenski odpowiada za tę decyzję. Rzecznik prezydenta Karola Nawrockiego Rafał Leśkiewicz stwierdził, że sprawa „pachnie rosyjską prowokacją”. Ambasada RP w Kijowie uznała gloryfikowanie UPA za sprzeczne z wartościami europejskimi.
Ukraińska Prawda, powołując się na nieoficjalne źródło w rządzie w Kijowie, podała, że Polska wstrzymała dostawę pakietu pomocy wojskowej. Rzecznik MON Janusz Sejmej powiedział Wirtualnej Polsce: „To jest nieprawda”.
Kijów dystansuje się od lwowskich radnych
MSZ Ukrainy oświadczyło, że decyzja rady przynosi skutki odwrotne do zamierzonych wysiłków na rzecz relacji z Polską. Podkreśliło, że radni nie konsultowali się z władzami centralnymi i nie podlegają im. Jednocześnie zaapelowało do strony polskiej o powstrzymanie się od „gwałtownych kroków”.
Zastępczyni szefa Biura Prezydenta Ukrainy Iryna Wereszczuk wezwała lwowskich radnych do pragmatyzmu. Przypomniała, że logistyka wojskowa i gospodarcza Ukrainy w dużej mierze zależy od Polski, gdzie mieszka prawie milion Ukraińców, a na napięciach „korzysta tylko Rosja”.
Według polskich historyków w lipcu 1943 roku oddziały UPA zaatakowały około 150 polskich miejscowości na Wołyniu. Polska uznaje te zbrodnie za ludobójstwo, natomiast w ukraińskiej pamięci UPA jest często symbolem walki o niepodległość. Dalszy rozwój sporu zależy m.in. od głosowania krakowskich radnych i kolejnych kroków obu rządów.