Serbia głosuje po dwóch latach protestów. Kolejki od rana i obawy o uczciwość wyborów
Serbowie wybierają 250 posłów w przedterminowych wyborach, które są efektem niemal dwuletnich protestów po tragedii w Nowym Sadzie. Pierwsze sygnały to długie kolejki w Belgradzie i wyborcy przynoszący własne długopisy, a wyniki mają pojawić się w nocy.
Mieszkańcy Serbii poszli w niedzielę do urn w przedterminowych wyborach parlamentarnych. To głosowanie jest bezpośrednią konsekwencją niemal dwuletnich protestów antyrządowych, które wybuchły po tragedii na dworcu kolejowym w Nowym Sadzie. Zawalił się tam fragment dachu i zginęło 16 osób. Protestujący zarzucali władzom korupcję i zaniedbania, a inicjatorami manifestacji byli studenci.
O co toczy się gra
Do wyboru jest 250 członków jednoizbowego parlamentu, a mandaty są rozdzielane proporcjonalnie. Według Republikańskiej Komisji Wyborczej uprawnionych jest 6 450 523 wyborców, a głosowanie odbywa się w 8392 lokalach, w tym w 37 państwach za granicą i w zakładach karnych. Startuje 18 list, a próg wejścia wynosi 3 proc. Najmocniej rywalizują dwa komitety: lista Aleksandra Vučicia „Zjednoczona Serbia”, zaplecze rządzącej od 14 lat Serbskiej Partii Postępowej, oraz Lista Studencka, która wyrosła z protestów.
Sondaże nie dają jednoznacznej odpowiedzi. Badania ośrodków bliskich władzy pokazują przewagę listy rządowej. Niezależne sondaże przewidywały minimalne zwycięstwo studentów, a jedyny sondaż z października wskazywał na niemal równy podział głosów. Pozostałe listy są blisko progu wyborczego.
Pierwsze sygnały z lokali
Już rano w Belgradzie ustawiły się kolejki przed szkołami i innymi lokalami. Według relacji reporterów Interii niektórzy wyborcy czekali około półtorej godziny, a w dzielnicy Mirijevo przed jedną ze szkół zebrało się kilkaset osób. Organizacja CRTA podała, że do godziny 13:00 zagłosowało 41,1 proc. uprawnionych. Jak zauważa RMF24, wielu wyborców przyniosło własne długopisy, bo obawia się fałszerstw. Jedna z mieszkanek Belgradu przyznała, że przekreśliła pozostałe listy, by nie zostawić miejsca na manipulacje.
Nie brakuje też obaw o samą uczciwość procesu. Jovana, głosująca w centrum miasta, stwierdziła, że jeśli wygra obecny rząd, nie uwierzy w uczciwość wyborów. Policja zamknęła ulicę przy siedzibie Republikańskiej Komisji Wyborczej, co jeden z mieszkańców skomentował jako obawę przed reakcją ludzi. Te wrażenia nie są jeszcze potwierdzone żadnymi wynikami.
Co dalej
Lokale są otwarte do godziny 20:00. Pierwsze częściowe wyniki mają się pojawić w nocy, a Komisja ma ogłosić ostateczne dane w ciągu trzech dni. Wyborcy obawiają się chaosu, jeśli obie strony ogłoszą zwycięstwo. Kluczowe będzie to, czy rządzący utrzymają większość, czy studenci zdołają przełamać ich dominację i jak zareaguje ulica na ogłoszone wyniki.