Sejm utrzymał limit dwóch kadencji wójtów i prezydentów miast. Za zmianą 213 posłów, przeciw 215
Sejm w czwartek odrzucił nowelizację Kodeksu wyborczego PSL, która znosiła limit dwóch kadencji dla wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Za było 213 posłów, przeciw 215, a 9 wstrzymało się od głosu.
W czwartek Sejm nie przyjął nowelizacji Kodeksu wyborczego przygotowanej przez PSL. Projekt zakładał zniesienie zasady, według której wójt, burmistrz albo prezydent miasta może sprawować urząd najwyżej przez dwie kadencje z rzędu. Jak podaje PAP w przekazie opublikowanym przez Bankier.pl, za zmianą zagłosowało 213 posłów, przeciw było 215, a dziewięciu wstrzymało się od głosu.
Jak zagłosowali posłowie
Polsat News podaje, że w głosowaniu wzięło udział 437 posłów, a 23 nie oddało głosu. Według zestawienia z Sejmu, na które powołuje się Bankier.pl, za projektem opowiedziało się 145 posłów KO, przy czterech przeciwnych. Wszyscy posłowie PSL obecni na sali, czyli 31 osób, głosowali za. W kołach Lewicy, Konfederacji i Polski 2050 stanowiska były podzielone. Przeciwnicy zmian wygrali różnicą dwóch głosów, co Polsat News opisuje jako wynik bardzo wąski.
Obecny limit obowiązuje od 2018 roku, kiedy razem z nim wydłużono kadencję władz samorządowych z czterech do pięciu lat. Jak wskazuje Polsat News, przy liczeniu limitu nie uwzględnia się okresu sprawowania urzędu przed wyborami w 2018 roku.
Co dalej z pomysłem PSL
Po przegranym głosowaniu wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz zapowiedział, że PSL nie składa broni. Ludowcy chcą wprowadzić limit dwóch kadencji również dla posłów i senatorów. Partia napisała na platformie X: „Dwie kadencje także dla posłów i senatorów!”. Projekt przewidywał też zniesienie zakazu startu wójtów, burmistrzów i prezydentów miast w wyborach do rad powiatów i sejmików województw. Ten punkt przepadł razem z całą nowelizacją.
Co to oznacza dla mieszkańców gmin
Dla mieszkańców oznacza to, że przepisy zostają bez zmian. Włodarz, który przepracował dwie kadencje z rzędu, nie wystartuje ponownie w tej samej gminie. Zwolennicy zmiany mówili, że pozwoliłaby ona kontynuować skuteczne rządy i długofalowe plany. Przeciwnicy odpowiadali, że ograniczenie daje świeżość w samorządach i szansę nowym kandydatom na realizację własnych pomysłów.
Tego samego dnia w kilkudziesięciu miastach odbyły się protesty pod hasłem „Czerwona kartka za aborcję”. Ich organizatorzy zarzucają rządowi, że od 2023 roku nie zmienił prawa aborcyjnego. Opisaliśmy je osobno w tekście o protestach ws. aborcji w wielu miastach.