Bolsonaro uciekł do USA. Media: w aucie jechał były agent Mosadu
Flavio Bolsonaro miał potajemnie opuścić Brazylię po przegranych wyborach, a według CNN Brasil towarzyszył mu były agent Mosadu z amerykańskim obywatelstwem. Brazylijskie władze zakazały mu wyjazdu z kraju, a jego paszport został unieważniony.
Flavio Bolsonaro, brazylijski senator, wyjechał z Brazylii do Stanów Zjednoczonych w sposób, którego sąd i władze tego kraju nie zaakceptowały. Jak podaje stacja CNN Brasil, powołując się na źródła śledcze, polityk przekroczył granicę z Argentyną, posługując się włoskim paszportem. Według tych samych doniesień jego brazylijski paszport został wcześniej unieważniony, a sąd zakazał mu opuszczania kraju. Sam Bolsonaro nie został jednak oskarżony o żadne przestępstwo.
Trasa ucieczki i tajemniczy towarzysz
Według ustaleń brazylijskich śledczych, cytowanych przez CNN Brasil, Bolsonaro i jego rodzina przejechali do Argentyny dwoma vanami. W jednym miał jechać sam polityk, w drugim żona i dwie córki. Trasa miała prowadzić przez Argentynę i Ekwador. Stacja twierdzi, że w ucieczce polityk otrzymał "międzynarodową pomoc z co najmniej dwóch państw".
Najbardziej intrygujący wątek dotyczy mężczyzny, który miał towarzyszyć senatorowi. CNN Brasil podaje, że był to były agent izraelskiej służby wywiadowczej Mosad, obecnie obywatel USA. Według stacji miał przybyć do Brazylii już 19 października, na kilka dni przed drugą turą wyborów, i znajdował się w pojeździe z Bolsonaro w chwili przekraczania granicy. CNN Brasil nie podała jego nazwiska.
Dziennik "New York Times", powołując się na anonimowe źródło, podał z kolei, że przelot prywatnym samolotem z Argentyny do USA miał zaaranżować urzędnik Białego Domu Jason Miller. Argentyńska prasa ustaliła natomiast, że w Puerto Iguazu przebywał Santiago Caputo, jeden z najbliższych współpracowników prezydenta Argentyny Javiera Mileia. Rząd Argentyny poinformował jedynie, że Bolsonaro z rodziną wjechał do kraju na podstawie ważnych dokumentów.
Reakcje Waszyngtonu i Buenos Aires
Sekretarz stanu Marco Rubio zapewnił w sobotę, że rząd USA nie pomógł Bolsonaro w wyjeździe. Donald Trump oświadczył, że polityk może zostać w Stanach Zjednoczonych "tak długo, jak będzie chciał", ale nie planuje z nim spotkania. Według źródeł agencji Reuters administracja nie zamierza uznać Bolsonaro za prawowitego przywódcę Brazylii, choć sam Trump ocenił wcześniej, że wybory "wyglądały na sfałszowane".
Wybory i zarzuty wobec senatora
Według danych brazylijskiego Najwyższego Trybunału Wyborczego (TSE) w drugiej turze Lula da Silva uzyskał niecałe 51,8 proc. ważnych głosów, a Bolsonaro nieco ponad 48,2 proc. Po wyjeździe senator opublikował oświadczenie, w którym nazwał się "przywódcą Brazylii" i napisał, że "przestępcy ukradli wybory". Jest objęty kilkoma postępowaniami dotyczącymi, jak podają media, domniemanego zagranicznego finansowania kampanii, prania pieniędzy i unikania podatków.
Dla Polaków sprawa ma głównie wymiar międzynarodowy. Wiadomo, że ucieczka wywołała napięcia dyplomatyczne, a dalsze ustalenia zależą od tego, czy brazylijskie służby potwierdzą doniesienia CNN Brasil. Na razie większość szczegółów pochodzi z anonimowych źródeł i nie została oficjalnie potwierdzona przez rządy wymienionych państw.