Izrael idzie do urn: frekwencja rekordowa już w południe. Netanjahu wzywa do mobilizacji
Do godziny 18 czasu izraelskiego w wyborach parlamentarnych zagłosowało 66,7 proc. uprawnionych, według Centralnej Komisji Wyborczej to najwyższy wynik o tej porze od 1973 roku. Sondaże nie wskazują zwycięzcy, który mógłby samodzielnie rządzić.
Izraelczycy głosują we wtorek w wyborach parlamentarnych, które są pierwszymi od ataku Hamasu z 7 października 2023 roku. Lokale wyborcze otwarto o godzinie 7 czasu lokalnego, a zamknięte mają zostać o 22. Jak podała Centralna Komisja Wyborcza, do godziny 18 swój głos oddało 66,7 proc. uprawnionych. To najwyższy wynik o tej porze od 1973 roku, czyli od kiedy komisja zaczęła monitorować frekwencję. W poprzednich wyborach, w listopadzie 2022 roku, frekwencja wyniosła 70,63 proc.
Główne starcie toczy się między blokiem premiera Benjamina Netanjahu a opozycją pod wodzą Gadiego Eisenkota, byłego szefa sztabu armii, który kieruje centrowym ugrupowaniem Prosto, czyli Jaszar. Według sondaży żadna ze stron nie zdobędzie 61 mandatów w 120-osobowym Knesecie. Opozycja ma niewielką przewagę, ale do rządu może potrzebować głosów partii arabskich, z którymi część jej ugrupowań nie chce współpracować.
Młodzi wyborcy i mobilizacja
Według Izraelskiego Instytutu Demokracji po raz pierwszy zagłosować może około 640 tys. osób w wieku 18–22 lat, to niemal 10 proc. elektoratu. Jak podaje portal Walla, to największa fala nowych wyborców od powstania państwa w 1948 roku. Część z nich wchodzi w dorosłość w cieniu wojny, protestów przeciwko reformie sądownictwa i pandemii, a niemal całe ich świadome życie rządził Netanjahu.
Analiza firmy Points, cytowana przez Wallę, pokazuje, że najwięcej nowych wyborców jest wśród ultraortodoksyjnych Żydów, bo 16 proc. Według analityków frekwencja w tym środowisku może być jednak niższa, ponieważ część wyborców rozczarowała się w sporze o pobór do wojska. Z kolei wśród izraelskich Arabów zainteresowanie głosowaniem wzrosło, co ma związek z obawami o nacjonalistyczną politykę koalicji rządzącej.
Netanjahu alarmuje, opozycja protestuje
Netanjahu oddał głos w Jerozolimie i zaapelował do wyborców o udział. Potem w internecie opublikował nagranie, w którym bez podania źródła twierdził, że arabscy obywatele Izraela "chcą ukraść wybory". Według relacji Onetu Centralna Komisja Wyborcza nie potwierdziła nieprawidłowości, o których mówił premier. Eisenkot oskarżył go z kolei o przygotowywanie gruntu pod ewentualne zakwestionowanie wyniku. Oficjalne dane nie potwierdzają też wyjątkowej frekwencji wśród Arabów, choć jak podano, udział wzrósł w całym społeczeństwie.
Dla Netanjahu stawka jest wysoka. Ciąży na nim zarzut korupcyjny z 2019 roku, a Międzynarodowy Trybunał Karny wydał wobec niego nakaz aresztowania. Analitycy przypominają jednak, że sondaże pokazują niechęć wobec niego u około 70 proc. obywateli, a mimo to jego obóz może utrzymać władzę, jeśli żaden blok nie zbuduje rządu. Jak wskazuje ekspert Jarosław Kociszewski, najbardziej prawdopodobny jest scenariusz, w którym rząd pozostaje u władzy do kolejnych wyborów za sześć miesięcy.
Co dalej
Pierwsze sondaże exit poll mają się pojawić o godzinie 21 czasu polskiego. Oficjalne wyniki będą spływać przez kolejne dni, a sam wskazany zwycięzca nie musi jeszcze oznaczać, kto utworzy rząd. Dla Polski i innych państw zmiana władzy w Izraelu może mieć znaczenie dla polityki wobec Bliskiego Wschodu, choć analitycy zwracają uwagę, że w sprawach zewnętrznych nowy rząd raczej nie zmieniłby kursu z dnia na dzień.