Wizz Air leciał do Sofii. Po alarmie bombowym poderwano węgierski myśliwiec Gripen
Samolot linii Wizz Air z Londynu do Sofii po informacji o możliwym ładunku wybuchowym zawrócił do Budapesztu, gdzie wylądował bezpiecznie, eskortowany przez węgierskiego Gripena. Służby prowadzą dochodzenie w sprawie zgłoszenia.
Samolot węgierskiego przewoźnika Wizz Air, który w poniedziałek leciał z Londynu do Sofii, został przekierowany do Budapesztu po otrzymaniu informacji o możliwym ładunku wybuchowym na pokładzie. Jak podaje serwis Onet Wiadomości, załoga zmieniła kurs i poprosiła o zgodę na lądowanie na lotnisku imienia Ferenca Liszta w stolicy Węgier.
Według relacji węgierskiego ministra obrony Romulusza Ruszina-Szendiego, zapisanej przez Polsat News, maszynę w drodze do Budapesztu eskortował węgierski myśliwiec Gripen. Gdy samolot znajdował się nad Bośnią i Hercegowiną, minister poinformował o alarmie na platformie Facebook. Jak przekazał, służby uruchomiły procedurę NATO dotyczącą ochrony przestrzeni powietrznej, a myśliwiec wystartował w trybie alarmowym kilka minut później.
Lądowanie i działania służb
Jak podaje agencja Reutera, cytowana przez RMF24, samolot wylądował o godzinie 12:08 na drugim pasie lotniska w Budapeszcie. Gripen wrócił wtedy do bazy w Kecskemét. Serwis Daily News Hungary podał, że na lotnisku czekały straż pożarna, policja i jednostki antyterrorystyczne.
Dalsze czynności przejęła policja. Węgierskie służby prowadzą dochodzenie w sprawie zgłoszenia o podłożeniu ładunku wybuchowego. Jak przekazały władze Wizz Air, cytowane przez portal 24.hu, trwa kontrola bezpieczeństwa maszyny oraz pasażerów. Drugi pas lotniska został czasowo wyłączony z ruchu, a samoloty korzystają z drugiej drogi startowej.
Co z tego wynika dla pasażerów
Źródła nie podają liczby pasażerów na pokładzie ani informacji o tym, czy zgłoszenie okazało się fałszywe. Nie wiadomo też, kto miał je wykonać. Dla podróżnych sprawa oznacza, że lot z Londynu do Sofii został przerwany, a pasażerowie zostali przewiezieni do Budapesztu. Dalsze informacje o przyczynach alarmu zależą od wyników śledztwa.
Ministra Ruszina-Szendiego cytowano także w sprawie gotowości bojowej. Przekazał, że żołnierze „po raz kolejny udowodnili, że w razie potrzeby są natychmiast dostępni”.